Strona główna » literatura » Książki - recenzje » Orson Scott Card „Gra Endera”- Wspaniałość ducha i instynkt zabójcy
czytano 262 razy
Orson Scott Card „Gra Endera”- Wspaniałość ducha i instynkt zabójcyWspaniałość ducha i instynkt zabójcy - Orson Scott Card „Gra Endera” Zakaz kopiowania, rozpowszechniania części lub całości bez zgody redakcji FANTASTYKA.wortale.net.
Nie ma chyba szanującego się fantasty, który nie wie, kim jest Orson Scott Card. Nawet ci, którzy go nie czytali, słyszeli przynajmniej o nim i jego wizytówce: „Grze Endera”. I choć wielu (w tym ja) uważa za jeszcze lepszą kontynuację powieści, „Mówcę Umarłych” – to jednak „Gra...” znalazła się ostatnio w Rankingu Tysiąclecia na drugim miejscu, zaraz za „Władcą Pierścieni” Tolkiena, a przed „Diuną” Franka Herberta – z dość wyraźną przewagą nad pozostałymi rywalami. Obie książki zasługują zresztą moim zdaniem na bardzo wysoką pozycję w najścislejszej czołówce utworów fantastycznych. Nic zatem dziwnego w tym, że obie zdobyły najcenniejsze nagrody w naszym światku: Hugo i Nebulę. Card to autor, który łączy w swojej twórczości niesamowite pomysły z mistrzowskim piórem. Potrafi wciągnąć czytelnika już od pierwszej strony i sprawić, że nie może się on oderwać aż do ostatniej. Niemal w każdym swym utworze zaskakuje nowym pomysłem fabularnym – i to takim, który przynajmniej zadziwia. Najbardziej niezwykłe są jednak u Carda charaktery. Autentycznie mistrzowsko wychodzą mu szczególnie postacie dziecięce. Dzieci Carda są złożone, wielowymiarowe, często tragiczne. Żadnej łatwizny, żadnego upraszczania do „małych dziecięcych problemów”. Kiedy trzeba, jest u Carda miejsce na przyjaźń i bezpieczeństwo; ale jest i brutalnie, kiedy trzeba. Nie bez powodu dedykacja załączona do „Gry Endera” brzmi: „Dla Geoffreya, dzięki któremu pamiętam, jak młode i jak stare mogą być dzieci”. Ender, właściwie Andrew Wiggin to sześciolatek, który ma trafić do Szkoły Bojowej. Jest ona zawieszona gdzieś na ziemskiej orbicie; tam szkoli się przyszłych oficerów i pilotów Międzynarodowej Floty. Świat jest chwilowo zjednoczony, a to ze względu na zagrożenie zewnętrzne. Kilkadziesiąt lat wcześniej nastąpiły dwie inwazje Formidów, potocznie nazywanych Robalami ze względu na podobieństwo do ziemskich owadów. Pierwsza była jedynie zwiadem, dopiero druga stanowiła flotę kolonizacyjną; tę pokonano jedynie dzięki nadzwyczajnemu zbiegowi okoliczności. W odpowiednim miejscu, w odpowiednim czasie, znalazł się jedyny człowiek, który potrafił zrozumieć przeciwnika tak dogłębnie, że odkrył sposób zwycięstwa. To już jednak przeszłość. Zbliża się Trzecia Inwazja – a wciąż nie ma dowódcy, który mógłby pokierować armią Ziemi. Ender jest najlepszym od dawna kandydatem, aby się nim stać, to w nim odkryto „zalążki niezwykłego geniuszu wojskowego”. Tylko on równie dobrze, a może i lepiej, potrafi zrozumieć wroga. Ender jest Trzecim – urodzonym ponad limit dwojga dzieci wynikający z obowiązujących na całym świecie praw demograficznych. Urodził się za zgodą władz właśnie ze względu na Międzynarodową Flotę: jego rodzeństwo jest równie inteligentne, jak on, i pod tym względem nadawałoby się na dowódców, lecz jego brat Peter „ma duszę szakala”, a siostra Valentine jest z kolei zbyt łagodna na potrzeby wojny. Charakter Endera znalazł się mniej więcej pośrodku i w związku z tym rokuje największe nadzieje. Ender od najmłodszych lat musi borykać się z nienawiścią i znęcaniem się starszego brata. Peter, oprócz tego że jest wybitnie inteligentny, ma jedną nadzwyczaj użyteczną umiejętność: potrafi odnaleźć najsłabszy punkt przeciwnika i właśnie tam uderzyć, odkryć jego najbardziej wstydliwe wspomnienie i powtórzyć osobie, którą najbardziej ceni – wszystko z czystej radości bycia silniejszym. Z tego samego powodu torturuje zwierzęta. Gdy grozi rodzeństwu w najgorszy sposób, wydaje się mówić szczerze – naprawdę chyba jednak bawi go, że potrafi zmusić ludzi do uwierzenia w cokolwiek, co powie. Kiedyś chce wykorzystać swoje zdolności do zdobycia władzy nad światem i rzeczywiście jest w stanie to zrobić – póki co jednak jest po prostu niebezpieczny, szczególnie dla Endera – żywego dowodu, że to nie Peter jest najlepszy. W obronie młodszego brata przed starszym bratem staje tylko Valentine, rodzice wydają się ślepi na to, kim jest Peter. Ale Ender i Valentine wiedzą: „Peter jest w głębi serca zabójcą”. Również z rodzicami nie jest Ender mocno związany. Peter odrzuca go, ponieważ sam nie jest dość dobry; rodzice odrzucają go, ponieważ jako „trzeci” „na każdym kroku przeszkadza ich wysiłkom zmierzającym do asymilacji z normalnym, praworządnym społeczeństwem”. Tylko Valentine trzyma Endera w domu – ale przekonany argumentem wyższego dobra (Ziemi) zgadza się wstąpić do Szkoły Bojowej, choć sam nie lubi walczyć. Peter jest postacią bardzo ważną w powieści, chociaż jedynie drugoplanową. Jest on bowiem odniesieniem dla całego młodego życia Endera, od niego nie może się Ender uwolnić. Peter wzbudza w nim strach i obrzydzenie. Jednocześnie jednak zmuszony jest przyznać, że sam zachowuje się czasem dokładnie tak, jak starszy brat – jak zabójca. To bowiem, że Ender że nie lubi walczyć, nie znaczy, że nie umie. Kiedy jest do tego zmuszony, walczy i nie poprzestaje na obronie – chce wygrać od razu wszystkie bitwy, zranić przeciwnika tak mocno, żeby nigdy już nie mógł go skrzywdzić. Jeszcze przed wyjazdem do Szkoły Bojowej dość okrutnie rozprawia się ze szkolnym „byczkiem” [angielskie „bully” nie ma niestety trafnego i krótkiego polskiego odpowiednika], a nie jest to ostatni przeciwnik, z którym walczy w ten sposób. Robi to tylko w samoobronie, tylko w sytuacji autentycznego zagrożenia i tylko wobec silniejszego nieprzy-jaciela, nie chce nikogo krzywdzić – ale pokonany przeciwnik pozostaje na jego sumieniu. W Szkole Bojowej Ender od samego początku zostaje przez nauczycieli odseparo-wany i „wystawiony” na niechęć innych. Zostaje w ten sposób zmuszony do walki o uznanie. „By udowodnił nie to, że umie sobie radzić, ale że jest najlepszy ze wszystkich. Tylko w ten sposób mógł zdobyć przyjaźń i szacunek. Dzięki temu stał się lepszym żołnierzem, ale też był samotny, zalękniony, niespokojny i nieufny”. Ender odkrywa powoli, że jego życie nie należy już do niego. Wrzucany jest po kolei w takie sytuacje, w których może sobie poradzić wyłącznie sam, w wyniku których musi uwierzyć, że nikt nie przyjdzie mu z pomocą. Jest manipulowany w taki sposób, aby stał się doskonałą maszyną bojową, dostosowaną do przeciwnika. Gdy z takiego właśnie powodu staje do walki i rozprawia się z kolejnym przeciwnikiem, akceptuje już, że jest „dokładnie taki, jak Peter”, dokładnie tak zły, jak Peter – i akceptuje w związku z tym uczucie nienawiści do siebie. Ender jest zbyt mądry i... zbyt dobry właśnie, żeby zaprzeczać czynionemu przez siebie złu. On nie zwycięża swych wrogów – on ich „niszczy”, „miażdży ich i rozgniata, aż przestają istnieć”. Godzi się w końcu z tym, że i w nim tkwią niszczycielskie instynkty, że „naprawdę skrzywdził kilku ludzi”; uznaje, że „moc zadawania bólu jest jedyną, która ma znaczenie, moc zabijania i niszczenia, ponieważ jeśli nie możesz zabijać, jesteś zawsze we władzy tych, którzy potrafią”. Ender nie pozbędzie się już tej nowej „auto-tożsamości” i „auto-nienawiści”, bowiem najgorsze zło jeszcze przed nim – wyrządzone wbrew woli, ale jednak zawinione. Zło to nie będzie uznane za zło – ale Ender będzie wiedział lepiej. Sam siebie napiętnuje i sprawi, że napiętnują go inni. I uda się na tułaczkę – w poszukiwaniu nie szczęścia, ale pokuty. Z jednej strony „Gra Endera” to przygodowa powieść akcji, zdolna zainteresować czytelnika w każdym (prawie) wieku, choć nie jest przeznaczona przede wszystkim dla dzieci. Z drugiej strony – to przypowieść z głębokim przesłaniem etycznym. Nawet najlepszy człowiek może czynić zło – i mimo to, a raczej właśnie dlatego nadal być człowiekiem. Nawet najgorsze czyny nie mogą zanegować wewnętrznego dobra. Ender jest „dobry do głębi serca”, a jednak jest też, przynajmniej we własnej ocenie, „mordercą do szpiku kości”. To paradoks, nierozwiązywalna sprzeczność – ale to własnie jego cecha jako człowieka. „Gra Endera” to powieść o akceptacji siebie jako istoty zarazem dobrej i złej – i jednocześnie o braku akceptacji dla tej złej swojej strony. Jaki rzeczywiście jest Ender – po lekturze nasuwa się wniosek, że oczywiście dobry. Nie jest to jednak wniosek sprzeczny z innym: że to, co robi „jak Peter”, mieści się przynajmniej w pewnym stopniu w pojęciu winy (już łacińska paremia mówi: neglegentia culpa est). I mimo że nikt go nie potępi, Ender – jako człowiek dobry – nie będzie próbował oszukać sumienia. Gdy człowiek z gruntu dobry odkrywa w sobie winę, to – choćby wszyscy byli w tej kwestii odmiennego zdania – on i tak najciężej ukarze się sam. Michał Szklarski Informator Gdańskiego Klubu Fantastyki Orson Scott Card „Gra Endera”. Wydanie polskie: Editions Soptkania sp. z.o.o. i Fantastyka sp. z.o.o. 1991. Tłumaczenie: Piotr W. Cholewa. Dodaj komentarz | Książki - recenzje |
Specjalistyczne wortale tematyczne. Projekt WORTALE.NET:
Korzystanie z tej witryny oznacza akceptację zasad jej użytkowania


